Idę środkiem chodnika, pośpiewując znaną mi melodię. Stukot moich obcasów roznosi się po dużej przestrzeni.
Ani jednej żywej duszy o północy? Cóż...co się dziwić.
Po ostatniej wieści w prasie, która mówi, że groźny terrorysta wyszedł na wolność każdy tutaj popadł w paranoję.
Matki odbierają swoje dzieci ze szkół, nieważne ile mają lat.
Ojcowie uczą samoobrony.
Babcie wpajają jedzenie w swoich wnuczków, żeby były silne.
A ja? Co ja tu robię o tej porze?
Powiem jedno: igram ze śmiercią.
To uczucie, że już na niczym ci nie zależy jest przyjemne. Nawet nie macie pojęcia jak.
Zaczynam się cicho śmiać.
-I co terrorysto, gdzie jesteś? -pytam się sama siebie, w przekonaniu, że mówię do niego. -Jestem sama, tylko ja i ty. Zabij mnie. Terrorysto, ukrywasz się? -wydzieram się coraz głośniej, ale nic nie skutkuje. Nadal się nie pojawia. -Nie to, żebym cię akurat potrzebowała. -mówię cichszym tonem i zaczynam się śmiać.
Idiotka, skończona idiotka ze mnie. Chyba za dużo w siebie po prostu wlałam. Oh ten mój okrutny chłopak, nawet nie odprowadził mnie pod dom. Ja, sama, przeciw światu. Żałosne, prawda?
-James? Powinieneś mnie był odprowadzić! -znów wrzeszczę. -Widzisz? Teraz idę sama i zaraz dorwie mnie ten chowający się przede mną terrorysta. -nucę, śmiejąc się. -Ja...bogata dziewczyna z prowincji z perfekcyjnym bratem, siostrą i rodzicami. Tak, dobrze słyszycie chwalę się, CHWALĘ! -wrzeszcze.
W jednej z kamienic, które mijam ktoś otwiera okno i patrzy się na mnie. Jestem daleko, więc pod wpływem alkoholu nie dowidzę płci osoby, ale nie brakuje mi siły w płucach. -Nie śpisz jeszcze o tej porze? -krzycze, oczekując że mi odpowie. Osoba bez płci kręci głową i zaczyna się na mnie wydzierać.
-Albo stąd odejdziesz, albo wzywam policję! -aha, to kobieta. Jakaś okropnie nie miła.
-Spróbuj iść szybko na takich obcasach kurwa! -odpowiadam jej.
-Wzywam policję. -komunikuje mnie ostrzegawczym tonem.
-A może zostawisz baterię w telefonie? Terrorysta może być blisko. -mówię z uśmieszkiem za ustach.
Jednak ta mi już nie odpowiada. Jej wzorzystą odpowiedzią jest samochód policyjny, który podjeżdża pod kamienicę. Podchodzę bliżej nich z rozbawieniem.
-To ty wzywałaś policję? -pyta mnie dosyć wysoki sierżant.
Kręcę głową z rozbawieniem i krótko się przedstawiam.
-Jestem Rose. -wyciągam ku niemu rękę, którą mężczyzna zdziwiony uściska.
-George.
Uśmiecham się do niego przyjaźnie, tupiąc nogą.
-Na co tak właściwie czekasz? -pyta mnie asystent Georga.
-Zaraz się dowiesz, spokojnie. -mówię, ale uśmiech nadal mnie nie opuszcza.
Z drzwi kamienicy wyszła kobieta w różowej piżamie i fioletowym szlafroku z roztrzepanymi włosami. Zdecydowanie nie była piękna, no i zgrabna też nie. Tłuszcz wylewał się jej obcisłych spodni na gumkę, a stopy nie mieściły się w kapciach, ale wiecie co? To wcale nie czyniło jej gorszej ode mnie. Mimo to, że mam na sobie małą czarną, a asystent Georga ciągle gapi się na mój tyłek.
-Ta oto dziewczyna zakłóca ciszę nocną, wydzierając się i przeklinając na moim podwórku. -mówi zaspanym głosem, ciągle spoglądając wrogo na mnie.
-Czy to prawda panienko? -pyta się mnie policjant.
-Oh George, jesteś taki przystojny, gdy robisz się bezwzględny. Takich facetów lubię. Nawet bardzo. -mówię uwodzicielsko, podchodząc bliżej mężczyzny.
On za to przełyka wielką gulę w gardle. Pewnie ma żonę.
-Chyba będziesz musiała pojechać z nami na komisariat. -wydobywa z siebie w końcu zachrypnięty głos.
-Czy to będzie konieczne? -pytam, próbując na nich miny zbitego szczeniaczka. -Ja...ja chciałabym po prostu wrócić do domu. Bez żadnych problemów.
-Czy pan jest głupi? -wybucha kobieta. -Czuć od niej wódką na kilometr.
-A ja myślę, że to jest obraza funkcjonariuszy policji. -mówię rozbawiona, patrząc z litością na kobietę. -Ja przynajmniej jestem dla panów miła.
-Dobra. Niech pani da sobie spokój i wraca do ciepłego łóżka, a my się nią zajmiemy. -mówi znów asystent.
Kobieta powoli doczłapuję się do drzwi i wchodzi przez nie do środka, dziękując im za przybycie o tak późnej porze.
-No i co my z tobą zrobimy, co? -zwraca się do mnie George.
-Małe kazanko i do domku? -pytam.
-Oh dobra. Leć już do domu i niech cię więcej nie widzę. -macha ręką, a ja odwracam się by iść dalej. -Chociaż wcale nie żałowałbym zobaczyć jej jeszcze raz. -mruczy do asystenta.
Czy ja powinnam to usłyszeć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz