środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 4

Wsiadam znów do samochodu i patrzę na brata. Jego wyraz twarzy nic nie mówi.
Dopiero teraz można zobaczyć jak bardzo się od siebie różnimy. Jestem brunetką po tacie. Lubię imprezy, alkohol. Może chciałabym jakiejś miłej odmiany, czegoś więcej, ale hej nie narzekam.
Kim jest blondynką po mamie. Zawsze jest grzeczna, może pomijając to że teraz przechodzi przez tak zwany bunt, nadal jest grzeczną dziewczynką mamusi.
Nate jest ciemnym blondynem. Widocznie geny taty próbowały walczyć. Nie wyszło. Jest troskliwy, pomocny. Ma masę przyjaciół i przyjaciółek. Każda moja koleżanka się w nim zakochuje.
Różnice są widoczne. Jedyną cechą wspólną którą mamy to oczy i zamiłowanie do książek+ jesteśmy leniwi.
Oh ironio...nie mogłam być jedynaczką? Życie byłoby prostsze.
-I jak? -pyta się Nate, odpalając silnik samochodu. -Możemy ją tam zostawić?
-Tak. To normalne urodziny. -mówię szybko, bo gdybym powiedziała to wolniej to wyczułby że kłamię.
-Okej. -wdycha powietrze i przeczesuje ręką włosy.
Po odwiedzinach babci wracamy do domu. Rozmawiamy na temat imprezy u Hope jutro i decydujemy się iść na nią razem. Ja nie chce iść tam z Jamesem, a Nate nie chce iść z Alice , więc postanawiamy nawiązać kompromis.
-Czemu właściwie nie chcesz iść z Alice? To super dziewczyna. -mówię marszcząc brwi.
-Ostatnio się pokłóciliśmy, tyle.
Kiwam głową.
Mój brat nie jest zbyt rozmowny, a szczególnie jeśli chodzi o jakiekolwiek uczucia.
Wchodzimy do domu, ale coś zaczyna wibrować mi w kieszeni. Odbieram połączenie i słyszę stłumiony płacz.
-Rose?
-Kim? -pytam zdziwiona.
-Czy..-pociąga nosem. -Czy mogłabyś po mnie przyjechać?
-Co się stało? -mówię pół szeptem, żeby Nate nie usłyszał.
-Śmiali się ze mnie. -wybucha jeszcze większym płaczem. -Wszyscy.
Cholera, wiedziałam że tak będzie.
-Okej, będę za dziesięć minut. -informuję ją, a ona rozłącza połączenie. Rzucam telefon w kąt i biegnę do swojego pokoju.
Do sporej czarnej torby wrzucam swoją kosmetyczkę z rzeczami do makijażu i dwie czarne sukienki. Do tego dołącza też prostownica i dwie pary zajebiście wysokich, czarnych szpilek.
Biegnę znów na dół i tłumaczę Nate'owi, że Kim wylała na siebie sok i jadę dać jej inne ciuchy.
Po niecałych dziesięciu minutach jestem na miejscu. Znów wchodzę do środka i uderza we mnie jeszcze gorszy zapach niż godzinę temu. Wszyscy są już nieźle nawaleni i zakładam że też bym była, gdybym tu imprezowała od początku.
Zaczynam szukać Kim, a jakiś chłopak mówi, że jest w łazience. Udaję się tam i pukam do drzwi. Otwiera mi.
Ma całe zapuchnięte oczy, a ramiączko jej sukienki opada na jej ramię.
-Nie zawieziesz mnie do domu? -pyta, ocierając oczy.
-Nie. -mówię. -Najpierw musisz im pokazać, że jesteś moją siostrą.
Blondynka posyła mi słaby uśmiech, a ja biorę się do pracy.
Stroszę jej włosy, na oczy nakładam eyeliner i kredkę oraz mascarę. Usta maluje jej krwistoczerwoną szminką.
-Założ to. -rozkazuję. -Będzie pasowała.
Dziewczyna nakłada moją czarną sukienkę, a ja pomagam jej ją zapiąć. Potem zakłada moje szpilki, a ja dziękuję bogu, że nauczyłam ją na nich chodzić.
-Teraz wyglądasz jak ja. -uśmiecham się do niej. -Chcesz żebym została? -pytam ją, na co ona kiwa głową i mnie przytula.
Po jakimś czasie obydwie wychodzimy z łazienki. Wyglądamy podobnie, jednak różnimy się przede wszystkim wiekiem.
Kim na moim szpilkach jest mojego naturalnego wzrostu, co jest fajne.
-Myślisz, że im się spodobam? -pyta ciągnąc mnie za dół sukienki. Uśmiecham się szeroko. Może i ma mój strój i makijaż, ale nigdy nie będzie mną.
-Po prostu się wyluzuj i bądź odważna. 
Znów podchodzimy do grupki nastolatków. Jedna z dziewczyn wylewa zawartość kubka na podłogę, gdy widzi Kim taką.
Wszyscy nie są w stanie oderwać od niej wzroku.
-Przepraszam, ja chyba po prostu ubrałam nie te ciuchy, które chciałam. -śmieje się Kim. -Wiecie tamta sukienka, to jakaś porażka.
Odwracam wzrok na schody, z których schodzi Sophie w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Na oko jest od niej starszy i może nawet starszy ode mnie. Podchodzą do mnie powoli, a ja już chcę stąd uciekać. 
-Ty znowu tu? -pyta się mnie dziewczyna. -Myślałam, że poszłaś. 
-Ta, ja też tak myślałam. -śmieje się. 
-To mój kuzyn, Peter. -przedstawia chłopaka, na co ten podaje mi rękę. -To siostra mojej przyjaciółki, Rose. -mówi. 
-Miło poznać. -odzywa się. Nie wiem czemu jego głos tak na mnie działa, ale zrobiłam się sztywna. 
-Wow Kim, świetnie wyglądasz! -odzywa się znowu Sophie. 
Blondynka szeroko się uśmiecha, po czym patrzy na mnie. Z jej wzroku odczytuje, że mam już sobie iść. Wow, nie no dzięki. Najpierw jej pomagam, a teraz mam zniknąć. Ugh. 
-Kim będe lecieć. Nie chcę ci przeszkadzać, a mam coś jeszcze do załatwienia. -oznajmiam i oddalam się od grupy. 
Wysyłam szybko sms'a do Jamesa, czy jest zajęty, a ten odpowiada mi że jest na ognisku ze swoimi przyjaciółmi, ale mogę wpaść. 
Tak więc odpalam samochód i ubrana jak skończona dziwka jadę do portu. Czemu akurat port? Co jest takiego zabawnego w tym, że ognisko robi się nad wodą? Nie kumam. 
Zatrzymuję się na parkingu, pod drzewem i zgaszam silnik. Nie mogę iść tam tak ubrana, chociaż jeśli są tam dziewczyny to wyglądają podobnie do mnie. Zmywam ze swoich ust czerwoną szminkę, a na ramiona nakładam moją skórzaną, czarną kurtkę. Włosy lekko mi oklapły, a makijaż nie jest już tak widoczny, więc okazuje się że wyglądam w miarę okej. 
Wysiadam z samochodu i porządnie go zamykam. Nie mam ochoty, na to żeby moje piękne białe autko wpadło w niepowołane ręce. 
-Rose! -krzyczy i biegnie do mnie Harry. 
-Harry! -również biegnę, żeby schować się w jego umięśnionych ramionach. 
-Tęskniłem. -mówi, gdy się od siebie odrywamy. -Jak dawno się nie widzieliśmy? 
-Będzie z dwa miesiące. -przyznaję. -Ale tylko dlatego, że nie było cię na wczorajszej imprezie. Było fajnie. 
-Tak, tak. Już James siedzi mi na dupie tyle czasu...miałem poważny problem. 
Wywracam oczami i znów go przytulam. Nie da się ukryć, że Harry to jeden z moich najlepszych przyjaciół. Znam go od dziecka.
-Przybyło ci tatuaży. -mówię i spoglądam na jego ramię, na którym widnieje spore serce. -Aww to serce jest słodkie. Czyżby nasz Styles był zakochany? -żartuję i idę w stronę ogniska. Jest tam więcej ludzi niż przypuszczałam. Jest Britney z różowymi włosami, jest Demi, która wydaję się być wporządku, bo była ostatnio na imprezie. Jest też jakaś dziewczyna której nie znam no i jest Alice, dziewczyna mojego brata plus jakieś dwie dziwki, którę całują szyję Paula.
Wzdycham ciężko i witam się z wszystkimi, siadając pomiędzy Jamesem, a Harrym.
Jeśli chodzi o chłopaków to jest ich też sporo. James i Harry, oczywiście Paul, Josh, który gra na gitarze, Dean, który jest jednym z najprzystojniejszych tutaj. Matt, i jego deska bo jest skatem. Jack, który zawsze najwięcej pije i Dylan, który jest z nas najbardziej ułożony. Jest nas razem chyba dwudziestka.
-Jeśli już nikt do nas nie dołączy to może w coś zagramy? -proponuje Dylan z tym swoim pięknym uśmieszkiem na ustach.
-Myślę, że mogę w coś zagrać. -mówię szybko. -Prawda czy wyzwanie?
-Jestem za. -mówią Jack i Harry jednocześnie.
Po długich namowach wszyscy się zgadzają. A więc zaczynamy.
Pierwszy kręci Matt i pada na Jack'a. Chłopak dostaje wyzwanie, żeby pocałować Demi, na co od razu przystaje i krótko ją całuje. Jack kręci i wypada na Deana. Wybiera prawdę, więc musi odpowiedzieć ile dziewczyn w swoim życiu zaliczył. Rozśmieszyło mnie, że odpowiedział jedenaście. O mój boże.
Harry podał mi jeden kubek piwa.
-Nikt nie odwiezie mnie do domu. -mówię. -Nie mogę pić.
-Ja dzisiaj nie pije, więc możesz. -oznajmia James, na co miło się do niego uśmiecham i odbieram od bruneta kubek.
Dzisiaj nie zamierzam być aż tak pijana, ale cóż, wypić nie zaszkodzi. Są przecież wakacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz