wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 3

-Już? -pytam znudzona. -Wybrałaś jej coś? 
-Myślę, że ten film jej się spodoba. -mówi, pokazując płytę. 
-To fantastycznie.
Stajemy w dosyć sporej kolejce, a ja zerkam na zegarek na mojej ręce. Mamy tylko pół godziny.
-Musimy się pośpieszyć. -oznajmiam siostrze, na co kiwa energicznie głową. -Powiedz mi, kiedy zmienił ci się humor? -pytam ją, na co ona daje mi kuksańca w żebra, ale też się śmieje. Jednak jeszcze mnie lubi. Nie żeby mnie to obchodziło, ale cieszę się, że jest przynajmniej ktoś.
Nagle czuję jakieś mrowienie na ramieniu, jakby ktoś mnie pukał. Odwracam się i widzę Hope.
-Hope! -piszczę i rzucam się jej w ramiona.
-Jak tam leci? Jakoś dawno nie gadałyśmy. -mówi uśmiechnięta.
-Jest dobrze. Musiałam iść na zakupy z Kim, bo jej koleżanka ma dzisiaj urodziny. Wiesz...ta siostrzana miłość. -śmieję się. -A ty co tu robisz?
-Wiesz, straszna nuda w domu od kiedy Tom jest w college'u.
-Przekaż mu pozdrowienia ode mnie. Mój ukochany kuzyn. -szczebioczę, a kolejka pomału się zmniejsza.
Dziewczyna śmieję się przez chwilę ze mnie, ale zaraz przytakuje. Hope to  w sumie jedyna kuzynka, którą tak bardzo lubię. Zachowujemy się jak siostry. Tom to jej starszy brat, ale w porównaniu do mojego brata jest on bardzo miłym i przystojnym facetem.
-Jak z Jamesem? -pyta po chwili. -Nadal jesteście razem?
-Tak, chociaż ostatnio strasznie mnie denerwuje. Jest zdecydowanie za bardzo opiekuńczy.
-Znam to! Mam dokładnie to samo z Feliksem.
-O. Mój. Boże. Nie mów, że nadal z nim jesteś. -znowu zaczynam się śmiać.
-Nic nie poradzę na to, że jest tak nieziemsko przystojny.
-Jak sobie chcesz. -mówię i słyszę jak Kim jest już przy kasie.
-Hej Kim! -woła do niej Hope, ale ta nie zwraca na nią uwagi. -No tak, ona ani trochę się nie zmieniła. No dobra, musisz już lecieć. Wpadnij do mnie jutro. Robię sporą imprezę. -uśmiecha się.
-Spróbuje. -odpowiadam jej i żegnam się z nią wychodząc z Kim ze sklepu. -Możesz przestać być ciągle naburmuszona? -pytam jej, ale nie dostaje odpowiedzi. Oczywiście.
Wsiadamy do samochodu, zapinamy pasy i jedziemy w stronę domu Sophie. Mijamy bardzo dużo willi i bogatych domów z basenami i wjeżdżamy na tą biedniejszą dzielnicę Manhattanu. Pełno tu syfu, ale dom Soph się wyróżnia. Jest lepiej urządzony, no i przede wszystkim  jest w całości.
-Odprowadzę cię. -mówi Nate. O mało co nie wybucham śmiechem, gdy widzę minę Kim.
-Nie ma mowy Nate! Nigdzie nie idziesz. -żąda blondynka.
-Ktoś musi tam z tobą pójść i zobaczyć czy to nie jakaś impreza z alkoholem. -mówi oschle.
-Boże Nate, stuknęła ci setka, czy jak? -pytam bruneta, na co ten marszczy brwi. -Ona ma 14 lat, nie 10. Da sobie radę.
-Nic z tego. -naciska. -Ktoś musi z nią iść.
-Jeśli tak, to niech to będzie Rose. Ciebie się wszyscy przestraszą. Masz włosy jakbyś uprawiał seks. -krzywi się Kim.
Nie wytrzymuje i wybucham niepochamowanym śmiechem.
-Mówi prawde. -dołączam się do monologu.
-Rose, po prostu z nią tam idź i sprawdź jak to wygląda.
-Dobrze mamo. -żartuje ostatni raz i wysiadam z samochodu.
Razem z Kim, ramię w ramię pokonujemy odległość dróżki od furtki do drzwi w milczeniu. Jedyne co słychać to muzykę, która stopniowo z przybliżeniem dudni coraz mocniej.
-Kim mogłaś mi powiedzieć, że to impreza. -jęczę. -Ubrałabym się lepiej.
Dziewczyna uśmiecha się szeroko.
-Wyglądasz super. -mówi. -Cieszę się, że chociaż na chwilę ze mną wchodzisz. Będą mówili, że mam seksowną siostrę.
Unoszę jedną brew ku górze, ale ignoruje jej komplement. Nie był najlepszy i na pewno nie będę się cieszyć, że banda czternastolatków obliże się na mój widok.
Wchodzimy powoli do środka, a do moich nozdrzy dolatuje zapach wódki i potu. Impreza na całego.
Uśmiecham się widząc Kim przestraszoną. Widocznie  nie jest z mojej krwi.  
-Chodź. Przestawię cię moim koleżankom. -komunikuje mi i ciągnie w tłum. Zauważam po drodze, że impreza nie jest tylko dla czternastolatków. Są tutaj też starsi ludzie.
W końcu stajemy i przed sobą widzę gromadkę dziewczyn z chłopakami. Wyglądają jak dziwki przy mojej siostrze i już mam co do tego złe przeczucia. Będą się z niej śmiały.
-To jest Rose, moja siostra. -mówi do towarzystwa.
-Ładna. -odpowiada jedna z dziewczyn, przeżuwając obleśnie gumę. -Wygląda jak aniołek przy nas. -oświadcza druga.
Unoszę wysoko brwi. One mają 14 lat! O ludzie...
-Przeżyłam więcej imprez niż ty przeżyjesz w całym swoim życiu szmato, więc lepiej uważaj na słowa. Jesteś tylko dziewiczą małolatą, a ja nie pozwolę ci tak o mnie gadać. -przyciskam ją do ściany i po chwili puszczam.
-Dobra, ona żartowała! -rozpoznaje w tym głosie Sophie. Kim od razu do niej dobiega i mocno przytula, wręczając prezent. -Hej Rose.
Tulę jej drobne ciało. Też jest ubrana ździrowato podczas gdy MOJA siostra przyszła tu w sukience w groszki.
-Hej mała. -witam ją uśmiechem. -Okej Kim, ja spadam. Żadnego seksu i dragów. No i nie pij za dużo, okej?
Blondynka robi wielkie oczy i przytakuje. Jest za bardzo sobą, żeby wokół nich przebywać. Zdecydowanie. Już jej współczuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz